Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/divide.ta-karta.beskidy.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
- Pytam raz jeszcze, dlaczego do mnie nie zadzwoniłaś?

i umiała w takiej sytuacji nie okazywać zdenerwowania ani zakłopotania.

- Nie ma takiej potrzeby - od strony drzwi odezwał się zdumiewająco opanowany głos, choć pobrzmiewało w nim coś złowieszczego. - Ta mała z buszu już tu jest.
Tammy doświadczała czegoś równie zdumiewającego. Nie mogłaby przestać z zapamiętaniem całować Marka, na¬wet gdyby chciała - a wcale nie chciała. Jak mogłaby chcieć, skoro nagle wydało się jej to najnaturalniejszą rzeczą pod słońcem? Rozsądek mówił co innego, lecz Tammy nie słyszała już jego głosu, porwana w wir szalonych emocji. Miała wrażenie, że wkracza w nowe życie, którego źródło ukryte jest w ciele Marka.
- Oczywiście!
Kiedy odleciały, Róża zamyśliła się na głos:
Mark wodził za nią zdumionym wzrokiem. Nigdy w ży¬ciu nie spotkał podobnej kobiety. Była inteligentna, samo¬dzielna, wiedziała, czego chce. Nie imponowały jej jego po¬zycja, tytuł, władza. Robiły wrażenie na każdym - a zwła¬szcza na każdej - ale nie na niej.
Tammy!
- Jutro wyjaśnimy twojej cioci, że to głupi pomysł -powiedział do Henry'ego, podając mu biszkopcik. - Mogę cię czasem zabierać do siebie w weekendy, to wszystko.
Poczuł, jak jej ruchliwe dłonie równie gorączkowo wyszarpują mu koszulę ze spodni, by móc bez przeszkód do¬tykać jego muskularnych pleców. Oszałamiała go świado¬mość, że ona również zachowywała się tak, jakby wreszcie znalazła swojego życiowego partnera. To niesamowite. Nie mógł w to uwierzyć. Teraz już nie było odwrotu, już nie miałby siły się wy¬cofać. Przez cały ten dzień trzymał się mocno w karbach, powtarzając sobie, że jeszcze tylko jeden wieczór i uda mu się uciec przed pokusą. Ale wystarczył jeden jej dotyk, by uleciało całe opanowanie, a wypracowana przez lata żelazna samokontrola znikła bez śladu.
Pijak i Mały Książę, bez zbędnej wylewności, pożegnali się ciepło i serdecznie. Czuli się przyjaciółmi. Na pytanie
- Jeśli jeszcze raz usłyszę frazę „następca tronu"...
Mark zmarszczył brwi.
- Skoro umiesz się nim zająć, to ja mogę się przespać. Bawcie się dobrze.
Nie było jej. Nie było. A on nie mógł znieść tej myśli.
- Co? On już chodzi?! - zawołała Tammy z zachwy¬tem, bardzo przejęta.

- Słucham.

- Krążą słuchy, że Wasza Wysokość chce usynowić ma¬łego księcia?
- Ani ja. A jednak obowiązki należy wypełniać. Skoro ja mogę, to ty też.
- Więc zamknij oczy i pochył się...

Kochani moi!

kocham ich, omal jej się nie wyrwało.
- Co to znaczy „przyjemnego wieczoru”? - zapytał, idąc za nią.
- Zaczynasz przesadzać. Jeść hostię, ot tak sobie... To chyba grzech, nie?

I nagle dotarło do niej, że oni obaj pasują i do tego miej¬sca, i do siebie nawzajem. To ona tu nie pasowała.

Z ulgą stwierdziła, że lord Kilcairn jest w dobrym humorze. Nie mogła się oprzeć
niego różniła.
Następnego ranka, kiedy zeszła na śniadanie, przekonała się, że nikt nie ma już dla niej przyjaźni. Nikt ze służby nie odezwał się do niej, nie uśmiechnął, zewsząd otaczało ją wzgardliwe milczenie.